Patrzom, a nie widzom!*

22 grudnia 2009 roku weszła w życie nowelizacja ustawy Prawo zamówień publicznych (Pzp), która (ta nowelizacja, oczywiście) – jak to uczenie werbalizują eksperci, dokonała istotnej zmiany, na lepsze oczywiście, w realizacji zasady uczciwej konkurencji i równego traktowania (wykonawców). Nowelizacja nakazała bowiem powinność związania sposobu dokonania oceny spełniania warunków udziału w postępowaniu z przedmiotem zamówienia oraz proporcjonalność do przedmiotu zamówienia. Bardzo często w przeszłości dochodziło do brutalnych naruszeń zasad uczciwej konkurencji, polegających na określaniu warunków udziału w sposób nadmierny, nieadekwatny do przedmiotu zamówienia, co musiało skutkować pracą ponad siły arbitrów Krajowej Izby Odwoławczej,  orzekających w sprawie licznych odwołań wnoszonych na okoliczność tej jawnej niesprawiedliwości. O  tym, że teraz jest już tylko lepiej, łacno się przekonać komuś, kto jest tylko trochę lepiej obeznany z ABSTRAKCJĄ UCZCIWEJ KONKURENCJI od miłościwie nam panującego prawodawcy i arbitrów KIO i zechce się zapoznać z SIWZ  w postępowaniu, które prowadził był, na przykład Urząd Miasta Tarnowa („Budowa Zintegrowanego Systemu Informacji Przestrzennej wspomagającego zarządzanie Gminą Miasta Tarnowa”). Zapewniam, że to przednia lektura i to nie tylko ze względu na genius loci! Ale przecież ja o czymś innym (?) miałem zamiar pisać! Otóż ta sama nowelizacja, takoż w szczytnym celu jeszcze lepszego urzeczywistniania zasady uczciwej konkurencji i równego traktowania (a jakże!), wprowadziła do artykułu 26 ustawy Pzp ust 2b, na podstawie którego „wykonawca może polegać na wiedzy i doświadczeniu, potencjale technicznym, osobach zdolnych do wykonania zamówienia lub zdolnościach finansowych innych podmiotów, niezależnie od charakteru prawnego łączących go z nimi stosunków”. No, nareszcie ktoś na wpadł był na to, że EFEMERYDA w postaci Konsorcjum Wykonawców, to zbyt wiele! Gdzieżeś, ach gdzie, wstrętna moherowa opozycjo, której wszystko przeszkadza w miłościwie nam ZARZĄDZAJĄCYCH, ku powszechnemu dobru naszemu. Wiem, wiem, dobrze wiem, że dobro nie stało się wczoraj, a ja dopiero teraz nad tym deliberuję. Ale też dobrze wiedzą Ci, którzy mściwie nad każdym dobrem zwykli byli troskliwie się pochylać, że tylko początki tego dobra były bardzo, ale to bardzo miłe. Wykonawcy, którzy na przykład, polegali na osobach zdolnych do wykonania zamówienia (zasobach) innych podmiotów, byli zobowiązani do udowodnienia zamawiającemu, że będą tymi osobami dysponować, w szczególności przedstawiając mu pisemne zobowiązanie tych podmiotów do oddania (mu) do dyspozycji tych osób (zasobów). Teraz okazało się, że nie tędy droga! O, nie! Ten bowiem, który udostępnia (czyż nie brzmi to cokolwiek perwersyjnie?) powinien udowodnić, że nie podlega wykluczeniu z postępowania o udzielenie zamówienia publicznego, gdyż: nie zalega z uiszczaniem należnych podatków, opłat na ubezpieczenie społeczne i zdrowotne, nie był skazany prawomocnym wyrokiem za przestępstwo popełnione przeciwko… (wszystkiemu co biega i na drzewo nie ucieka !). Powinien też nie podlegać likwidacji ani postępowaniu o wszczęciu likwidacji JEGO OSOBY FIZYCZNEJ LUB PRAWNEJ, a jakże! Myślę teraz, że to o wiele za mało, zamawiający powinni z żądać z góry podatku za udostępnienie. A co będzie, jeżeli się okaże, że beneficjent udostępnienia nie jest w stanie skorzystać z usługi? Czy miłościwie nami ZARZĄDZAJĄCY mają ponosić straty z tego tytułu? Z punktu widzenia tych, którzy nie są aż tak empatyczni jak ja  (w stosunku do ZARZĄDZAJĄCYCH, ma się rozumieć), Gmina Tarnobrzeg zachowała się jak najbardziej w duchu liberalizmu z ludzką twarzą i nie zażądała podatku od naszej Spółki, za to że zgodziła się udostępnić naszemu Partnerowi składnika zasobu spółki w osobie jej wspólnika. Wspólnika nie byle jakiego, bo dysponującego prawem do wykonywania samodzielnych funkcji w zakresie geodezji i kartografii i to z długoletnim doświadczeniem. Niefortunnym zbiegiem okoliczności dla naszego Partnera, który odważył się na złożenie oferty na dostawę i wdrożenie zintegrowanego systemu zarządzania gminą w oparciu o system informacji GIS, Gminie Tarnobrzeg nie spodobało się to, że wspólnik naszej Spółki nie złożył oświadczenia, na okoliczność nie podlegania wykluczeniu z postępowania na podstawie … już o tym była mowa powyżej (niezgodnie ze stanem faktycznym, tak na marginesie). W konsekwencji Gmina Tarnobrzeg wykluczyła naszego Partnera z postępowania, pomimo, że jego oferta była najkorzystniejsza z punktu widzenia kryteriów oceny ofert określonych w specyfikacji istotnych warunków postępowania … tak to określmy eufemistycznie, biorąc pod uwagę te kryteria oraz rozstrzygnięcie postępowania. Nasz Partner się zdenerwował (zresztą słusznie), na takie rozstrzygnięcie i wniósł odwołanie do Prezesa Krajowej Izby Odwoławczej.

Tenże, rozstrzygnięciem swoich arbitrów, odwołanie oddalił i kosztami obciążył, co oczywiste, odwołującego. Arbitrowie, z należną starannością, pochylili się nad zagadnieniem, czy wspólnik spółki cywilnej podlega rozporządzaniu własną osobą przez innych wspólników (w celu udostępniania innym podmiotom, oczywiście), czy też jest niezależny i samorządny jak nie przymierzając, słynny związek zawodowy i ma prawo samostanowienia (pomimo, ze zawarł umowę spółki). Arbitrowie uznali, że wspólnik jest niezależny i samorządny i, że zobowiązanie udostępnienia osoby wspólnika jako elementu zasobu, podjęte przez innych wspólników nie ma mocy prawnej (i sprawczej). Arbitrowie nie zważyli, że intencją miłościwie ZARZĄDZAJĄCYCH nie jest utrudnianie porostu wełny owieczkom lecz dostarczanie maści na porost tejże. No, po prostu przypadek feeling blue, jakby powiedzieli ci bardziej wykształceni od wschodnioeuropejskiego – co tu ukrywać – dybuka, nawet jeśli po zachodniemu nieco psychodelicznego. A przecież wspólnik naszej Spółki choćby nawet przypadkowo, jakby mogli to stwierdzić niewykluczeni - których w naszej Ojczyźnie najwięcej, co uświadamiają nam sądaże, to jednak dokumentnie udowodnił, że nie należy do grona podopiecznych Ministra ds. Wykluczonych (czyli ostracized and abandoned), Pana BARTOSHa ARSONOFARCH (myślę, że Pan Minister się cieszy, że SHERIFF jest OF ROSTOV, a nie OF NOTTNGHAM, nieprawdaż?). Czyli, tylko wydawało się nam, że – ten nasz wspólnik należy do grona niewykluczonych. WYDAWAŁO SIĘ. Rzeczywistość każe bowiem domniemywać, że tylko ulubieńcom bogów nie zagraża faktyczne wykluczenie. Takim na przykład, jak firma ANGELA, ANGOLA, czy jakoś tak, z Katowic, w każdym bądź razie, a nie z Niemiec, czy Afryki. Pewnie tego nie wiecie, ale jest to znany powszechnie dostawca usług z zakresu geodezji, kartografii oraz informatyki naturalnie, w szczególności na rzecz organów administracji rządowej, takich jak GUGiK na przykład. Ci ulubieńcy bogów nie musieli korzystać z udostępnianych przez innych zasobów, bo wtedy, nie daj Bóg, mogłoby się okazać, że nie ma dowodów w sprawie uiszczenia podatków i opłat od udostępnienia oraz braku podstaw do niewykluczenia,  prawda?

Tak sobie myślę, bo jeszcze z tym myśleniem nie skończyłem, choć może powinienem, bo inni to potrafią lepiej, jak choćby CI ZARZĄDZAJĄCY, którzy bez wątpienia dążą i robią wszystko, co możliwe, BY ŻYŁO SIĘ LEPIEJ. A tu okazuje się, że u szczytu góry, kamień spada, jak nieszczęsnemu Syzyfowi, który kolejny raz, z nadludzkim wysiłkiem (prawda?) ten kamień do szczytu dotoczył.

Pani REDAKTOR, Pani wie wszystko. Proszę uświadomić Dybuka, a może przy okazji i innych, jak to jest z tym kamieniem, co wciąż na dół, do podnóży góry spada. Bo, wie Pani, pojawia się taka refleksja, że skoro jest Syzyf i jest ten kamień, a bogowie daleko, na Olimpie, to czyżby właśnie Syzyf był za, a nawet przeciw? A ten Syzyf, to jakieś alter ego, czy co?

*    Opiniotwórcze medium Pana SOLORZA zatrudnia ekspertów, którzy patrzom, widzom, rozumiejom i komentujom. Jestem troszkę tym zjawiskiem zasmucony, albowiem przywykłem do myśli, że naród nadwiślański pięknie się wyróżnia wśród innych Słowian tym, że artykułuje w mowie i piśmie samogłoski „ą” i „ę”. Cóż jednak robić, gdy lepiej wykształceni nie protestują? Pozwolić odejść karawanie? Tryndy nie są przecież znamieniem naszego czasu.