Patrzą, a nie widzą!

W ubiegły czwartek, najzupełniej przypadkowo* (niestety, niestety) obejrzałem do pewnego momentu program TO BYŁ DZIEŃ na kanale Polsat News. Do momentu, w którym    doznałem iluminacji. Ale po kolei. Najpierw w programie była mowa o kłodach rzucanych pod nogi naszego rządu, ambitnie realizującego inwestycje projektu Euro 2012.                     Oto państwowy koncern COVEC z Chińskiej Republiki Ludowej, któremu powierzono (forma czasownika jak najbardziej właściwa) zamówienia publiczne na realizację dwóch z pięciu odcinków autostrady A-2 na trasie Łódź – Warszawa, nie płaci polskim podwykonawcom (a przecież państwowy i chiński, znaczy: bogaty, to powinien płacić), a ci postanowili wstrzymać prace. Z drugiej strony, prywatny gigant Alpine Bau, lider konsorcjum, tym razem z Unii Europejskiej (a właściwie to z Niemiec, więc z definicji solidny, prawda?) jest na bakier z harmonogramem budowy Stadionu Narodowego w Warszawie, mało tego, zdążył wybudować stadionowe schody, które już teraz korodują, chociaż nikt z nich nie korzystał. Masakra – jak mówią młodzi i wykształceni, albo ci, którzy myślą, że takimi są. Tak się składa, że zaproponowane ceny, zawarte w ofertach złożonych przez tych wykonawców          i przyjęte przez polskich inwestorów, były znacznie zaniżone w stosunku do cen oferowanych przez konkurencję, a przede wszystkim w stosunku do wartości zamówień oszacowanych niewątpliwie z należytą starannością przez inwestorów. Potem przed kamerą wystąpił pan Prezes Zarządu Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Drogownictwa, który oświadczył, że ta sytuacja jest spowodowana przepisami ustawy o zamówieniach publicznych, które obligują do dokonywania wyboru najkorzystniejszej oferty wyłącznie na podstawie oferowanej, najniższej ceny**. Ba, przypominam sobie, że pan Prezes publicznie prognozował taki scenariusz tuż po rozstrzygnięciu postępowania w sprawie budowy autostrady A-2 na trasie Łódź – Warszawa, taki był przewidujący! Potem, prowadząca program, pani Beata Grabarczyk (ale nie z Łodzi!), oznajmiła rozpoczęcie części drugiej programu i dołączyła do zaproszonych gości. Widzowie mieli okazję na własne oczy ocenić wyrafinowany gust szefa stacji, który podjął decyzję o zatrudnieniu pani Dziennikarki (muszę przyznać, że zupełnie nie rozumiem niektórych admiratorów oferty stacji Polsat, którzy tego gustu nie doceniają). Po przedstawieniu gości, w takiej oto kolejności: pana europosła Ryszarda Czarneckiego (PIS), pana Janusza Piechocińskiego (PSL) i pana senatora Łukasza Abgarowicza (PO), pani Grabarczyk ze zniewalającym uśmiechem oświadczyła, że oczekuje licznych - rzekłbym lawiny -  propozycji zmian w prawie (w celu likwidacji kłód – przyp. Dybuka). Oczywiście, natychmiast zareagował napastliwie pan europoseł Czarnecki, wyłamując się z konwencji narzuconej zalotnie przez panią Grabarczyk. Nie wolno zapomnieć o ludziach, którzy działając w imieniu TEGO rządu, spowodowali, że projekt Euro 2012 nie zostanie zrealizowany (ale terminy jeszcze nie minęły - upominała się w trakcie pani Grabarczyk), czym narazili Polskę na śmieszność w oczach świata – zamerkotał*** pan europoseł. Masakra! Porażony brutalnością wystąpienia europosła, pryncypialny, jak wszyscy politycy PSL, pan poseł Janusz Piechociński nie zdążył w ogóle zareagować. Na szczęście był tam pan senator Abgarowicz i dał odpór napaści! I to jaki odpór! Wszystkiemu jest winne PIS - oświadczył godnie. To PIS rozpoczęło krucjatę przeciwko korupcji, utworzyło nową służbę (tak, jakby nie było starych służb – przyp. Dybuka) i wywołało strach wśród urzędników państwowych – stwierdził pan senator. Właśnie w tym momencie doznałem iluminacji i przestałem dalej oglądać program, porażony niezwykłą bystrością i celnością konkluzji pana senatora. Wciąż jestem porażony. Takie niby proste i oczywiste ale czemu nikt dotąd tego nie dostrzegł i nie wskazał publicznie? Polscy Ormianie, z których, jak się dowiaduję, wywodzi się pan senator! Zaprawdę, musicie być dumni z Jego senatorskiej głowy, bo ja byłbym (szczególnie, gdybym był polskim Ormianinem)! Jakie to szczęście, że już nigdy więcej, jak to często bywało onegdaj, nie sczezną perły takie, bo Ojczyzna nasza wreszcie bezpieczna. Dzięki senatorskim głowom i innym głowom wcale nie pomniejszym, godnie sprawującym swoją misję. No dobrze, powiecie, ale po cóż nam czytać o czymś, co sami mogliśmy obejrzeć i sami doświadczyć? Otóż jest taki powód, przynajmniej w moim mniemaniu. Jest nim osoba pani Katarzyny Pakuły-Kwiecińskiej, a raczej nie ona sama lecz artykuł, który opublikowała w miesięczniku GEODETA Nr 2/2011, zatytułowany „EWID: strzał w stopę”. Artykuł zawierał, między innymi, taki oto passus: „Samorządy powiatowe jeden za drugim wpadają w pułapkę zastawioną przez twórców EWID-a, a później ośmieszają na całą Polskę, przepisując od siebie nawzajem … warunki przetargów faworyzujące to oprogramowanie. Czy to głupota, czy korupcja, czy jeszcze coś innego – nie mnie to oceniać.

Pani Redaktor, czy pani już teraz wie co to jest? Mam nieodparte wrażenie, że miała pani rację przynajmniej w jednej sprawie: rzeczywiście do oceny tego zjawiska jest potrzebna senatorska głowa****.

Pozdrawiam, Dybuk z Goliny.

*    Powinienem oglądać regularnie, co i Wam polecam.

**   Dla dociekliwych. Tutaj: www.biznes-polska.pl/files/210/230/37_inform_stycz_04.rtf można się przekonać, że już w 2001 roku, ciemny PIS doprowadził do zmiany ustawy o zamówieniach publicznych w wiadomym celu.

***  W ten sposób moja babcia nazywała sposób mówienia szybki i nie zanadto wyraźny. Cóż, pan europoseł pochodzi z importu i pewnie stąd taki sposób mówienia. Złośliwi mówią, że z niejednego politycznego pieca jadł chleb. Ja złośliwy nie jestem, bo musiałbym być złośliwy także w stosunku do siebie. Jak przystało na dybuka, byłem wyborcą Unii Demokratycznej, potem Unii Wolności, potem Demokratów, a obecnie uważam, że nie ma godniejszej partii niż Platforma Obywatelska i jej drogi przywódca pan premier Tusk. Oby żył wiecznie!

****Wyłącznie spoczywająca na barkach parlamentarzysty Platformy Obywatelskiej.